Prof. Ryszard Tadeusiewicz, Gazeta Krakowska, 04.02.2015 r.
W poprzednim tygodniu wspominałem, że rozwój zastosowań komputerów prowadzi do uzależnienia ich użytkowników od firm wytwarzających oprogramowanie. Chciałbym to dzisiaj dodatkowo uzasadnić.
Bez oprogramowania komputer jest tylko skomplikowaną aparatem elektronicznym, martwym i do niczego nieprzydatnym. Oprogramowanie jest informatycznym „duchem”, który trzeba tchnąć w martwe elektroniczne ciało, by je ożywić i uzyskać przydatne narzędzie. Skoro oprogramowanie jest duchem komputera (po łacinie „spiritus”), to nic dziwnego, że jest ono drogie. Wątpiących uświadomi wizyta w sklepie monopolowym. Spirytus jest drogi.
Powinien jednak być czysty i przejrzysty – a nie jest. Firmy produkujące oprogramowanie zachowują się jak producent spirytusu sprzedawanego w nieprzezroczystych butelkach. Budowa kupowanego programu i jego zasada działania są bowiem tajne. Typowy użytkownik programu nie ma kwalifikacji, czasu ani ochoty wnikać w jego techniczne właściwości, więc jest narażony na efekt kota w worku.
Problemem jest jednak to, że ten „kot w worku” miewa istotne wady. Po prostu w pewnych okolicznościach działa źle. To jest jeszcze do wybaczenia - każdy program początkowo zawiera błędy, bo pisanie programów to bardzo skomplikowana czynność, a ludzie - nawet najlepsi fachowcy – czasem się mylą. Winą firm jest to, że sprzedają programy, które nie zostały wystarczająco dobrze sprawdzone. Ponieważ skutkiem błędu w programie może być nieoczekiwane przerwanie pracy komputera, utrata danych albo nawet całkowite „zawieszenie” pracy całego systemu – sytuacja taka jest dla użytkownika groźna. To tak, jakby producent spirytusu sprzedawał trunek, który czasem może okazać się trujący. Co gorsza, sprzedawca programu stosuje wobec użytkowników metody zapożyczone z „Ojca Chrzestnego”: Wiedząc, że sprzedawany program może zawierać błędy, a skutki tych błędów mogą być fatalne - firma wymusza na kliencie zaakceptowanie deklaracji, że ona za skutki tych błędów nie ponosi żadnej odpowiedzialności. To tak, jakby przed odkorkowaniem butelki trzeba było podpisać oświadczenie: Jeśli trunek okaże się trucizną i ja się otruję, to nie będę o to winił producenta napoju.
Klient stawiany jest przed wyborem: albo podpisze ten cyrograf, albo nie będzie mógł używać programu, nawet jeśli go legalnie zakupił.
Przecież jest to typowa „propozycja nie do odrzucenia”! I na tym właśnie polega nierównoprawność pozycji firmy sprzedającej oprogramowanie i użytkownika tego oprogramowania.
All rights reserved © 2021 Akademia Górniczo-Hutnicza