30.05.2018

„Jak wymyślać dobre tytuły do artykułów?” – felieton


Skrócona wersja poniższego felietonu autorstwa prof. Ryszarda Tadeusiewicza została opublikowana w Gazecie Krakowskiej 30.05.2018 r. 

Pisząc te felietony podlegam pewnym ograniczeniom. Na szczęście, nie dotyczą one treści. Redakcja pozwala mi pisać co chcę i jak chcę, bo robię to na własną odpowiedzialność. Odpowiedzialność ta nie jest tylko pustym frazesem. Przekonałem się o tym, gdy w środku upalnego lata niebacznie napisałem, że krakowska „kranówka” (czyli woda dostarczana przez wodociągi miejskie) jest równie dobra (a pod pewnymi względami nawet lepsza) niż wody butelkowane, sprzedawane w sklepach. Pisałem to mając przed sobą dokładnie, naukowo sprawdzone dane dotyczące składu chemicznego, czystości mikrobiologicznej i oceny smaku różnych wód – z rzeczoną kranówką włącznie.

Po tym felietonie rzucili się na mnie gremialnie oburzeni producenci dystrybutorzy wód butelkowanych, którzy poczuli się spostponowani takim „zdeklasowaniem” ich wód przez pospolitą kranówkę. Przekonałem się wtedy, że w artykułach gazetowych nie wystarczy mieć rację – trzeba jeszcze mieć świadomość, komu możemy tą racją nadepnąć na odcisk...

Wracam jednak do ograniczeń, którym podlegam pisząc tu dla Państwa co tydzień. Otóż rozmiar „okienka”, w którym wolno mi umieścić mój tekst, jest ściśle określony. Tego limitu staram się ściśle przestrzegać, więc Redakcja tekstów mi na ogół nie zmienia (chociaż ma do tego prawo!). Natomiast bardzo często zmieniany jest tytuł. Czasem jestem z tego zadowolony, bo tytuły nadawane przez Redakcję bywają znacznie lepsze od wymyślonych przeze mnie – a czasem nie. Ale nie protestuję, bo Redakcja zapewne wie lepiej, czego chcą czytelnicy.

Na dowód, że tak było ZAWSZE, odkąd istnieją autorzy i wydawcy, przytoczę autentyczną historię uczonego, któremu zmieniono tytuł dzieła – według mojej, oceny z dużą korzyścią i dla owego dzieła, i dla jego czytelników.

Uczonym tym był nie byle kto – bo sam sławny Galileusz.

Po osądzeniu przez Inkwizycję w 1632 roku miał on zakaz publikowania swoich dzieł. Obawiano się bowiem, że będzie w nich propagować teorię Kopernika, której Galileusz był zwolennikiem, ale wyparł się po groźbie spalenia na stosie. Przebywający w areszcie domowym uczony spisał wyniki swoich doświadczeń z zakresu fizyki (słynne zrzucanie różnych przedmiotów z krzywej wieży w Pizie). Wyniki te stanowią dziś fundament mechaniki. Galileusz spisał je i szukał wydawcy, co nie było łatwe. Dzieło to wydrukował w końcu (w 1638 roku) Louis Elsevier z protestanckiej Lejdy.

I wtedy wybuchła awantura!

Drukarz bowiem wydał książkę pod tytułem „Rozmowy i dowodzenia”, podczas gdy Galileusz zatytułował swoje dzieło „Rozmowy i dowodzenia matematyczne w zakresie dwóch nowych umiejętności dotyczących mechaniki ruchów miejscowych, przez Signora Galileo Galilei Lineo Filozofa i Głównego Matematyka Jego Najjaśniejszej Wysokości Wielkiego Księcia Toskanii. Z dodatkiem o środku ciężkości niektórych brył”.

Galileusz uważał, że wydawca wyrządził mu krzywdę skracając tytuł!

A jak Państwo sądzicie – kto miał rację?

 

Wykaz wszystkich publikacji popularnonaukowych prof. Tadeusiewicza wraz z odnośnikami do ich pełnych wersji